Psycholog Warszawa Mężczyzna w depresji 8
O depresji, nerwicy, zaburzeniach odżywiania, fobii, uzależnieniach, kto kategoryzuje hotele

O depresji, forum o depresji


You are not connected. Please login or register

Mężczyzna w depresji 8

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Mężczyzna w depresji 8 on Pią Kwi 02, 2010 5:05 pm

Admin


Admin
Jeśli mężczyzna zapada po raz pierwszy na depresję (czyli na F32), jakie są szanse, że się na tym skończy, a jak często depresja wraca (pojawia się F33)?

Eugene Paykel podaje, że wśród osób w depresji następuje w miarę szybka poprawa w krótkim terminie od rozpoczęcia kuracji i "jedynie" do 30 proc. pacjentów nie wykazuje żadnej poprawy, lub poprawę niewielką. Z kolei 30 proc. z tych, u których widzimy poprawę, będzie miało nawrót w ciągu roku. Długoterminowo aż 70-80 proc. osób będzie miało przynajmniej jeszcze jeden epizod!

Brytyjskie badania pokazują, że u ok. 70 proc. pacjentów obserwowano występowanie symptomów depresji pomiędzy ostrymi epizodami choroby. W obu wypadkach mówimy tu o osobach leczonych psychiatrycznie. Tymczasem znaczną część depresji leczą lekarze pierwszego kontaktu, ale badań takich jest bardzo mało i można jedynie stwierdzić, że nawroty występują rzadziej.

Podkreślasz, że facet facetowi nierówny. Że nie da się w ogóle mówić o "typowym mężczyźnie". Czy da się jednak powiedzieć - ten mężczyzna jest bardziej narażony na depresję niż tamten? A jeśli da, to kto jest bardziej narażony?

Nie znam badań, które mówią o skłonnościach do depresji wśród mężczyzn. I nie będę wymyślał, bo mnie psychiatrzy zjedzą.

Czym dla mężczyzny jest depresja?

Mówiąc językiem nauk społecznych, z moich badań wynika, że depresja dla mężczyzny to niemożność wpisania się w dominujący model męskości. Najbardziej fascynujące w tym, jak mężczyźni mówią o depresji to to, że oni się w ogóle nie lokują w medycznym modelu choroby. Gdy zaczynałem badania, oczekiwałem, że usłyszę wiele o "klasycznych" symptomach depresji jak np. osławiony "obniżony nastrój". Nic bardziej błędnego. Nie usłyszałem ani słowa o "problemach psychicznych", nie usłyszałem o chorobie, na którą chorują ci faceci. Żaden z mężczyzn, z którymi rozmawiałem nie powiedział mi o swoim nastroju. To, co usłyszałem to całą masę historii pokazującą z jednej strony bardzo skomplikowaną relację pomiędzy chorobą a chorym, a z drugiej, że mężczyźni postrzegają depresję przede wszystkim jako zagrożenie swojej męskości.

Gdy mówię o skomplikowanej relacji między chorobą a chorym, mam na myśli to, że pomimo tego, iż wszyscy byli w dobrowolnym leczeniu psychiatrycznym, akceptowali swą diagnozę, żaden z nich nigdy nie powiedział wprost o sobie jako o osobie chorej. Ich depresja zawsze była gdzieś poza nimi, a nie czymś związanym z nimi samymi. A zatem depresja ich dopadała, trzymała w szachu, była cieniem, nigdy natomiast żaden z nich nie powiedział: jestem chory na depresję, mam depresję, leczę się na depresję. Bez względu na to, jak to wytłumaczymy, jest to znaczące.

Mówiąc o zagrożonej męskości, mówię o tym, że mężczyźni, z którymi rozmawiałem, nieuchronnie lokowali to, co się z nimi dzieje w kategoriach przede wszystkim pracy, a właściwie niemożności pracy, a także w kategoriach niemożności bycia "głową rodziny". Jak jeden z mężczyzn powiedział: walczenia o rodzinę, utrzymywania jej, itd., itp. Rozmawiałem raz z mężczyzną, któremu zginęło dziecko. To był bardzo trudny wywiad i dla niego i dla mnie. Jako ojciec, nie potrafię ogarnąć tragedii, którą ten człowiek przeżył. Jednak również on po chwili zaczął opowiadać o tym, że nie jest w stanie pracować, nie jest w stanie utrzymać rodziny. Nie był w stanie wypełnić stereotypu "prawdziwego mężczyzny".

Presja modelu męskości, której doświadczają mężczyźni chorzy na depresję jest fenomenalna. Szczególnie, że słyszą również: ty się weź w garść i weź się do roboty. Albo: strzel se flaszkę i ci wszystko przejdzie. Nie dość, że to nie pomaga, to wciska ich jeszcze bardziej w rolę mężczyzny chorego na bardzo "niemęską" chorobę.

Z tego wypływają dwa wnioski. Pierwszy to taki, że mężczyzna chory na depresję cierpi podwójnie. Pierwotnym źródłem cierpienia jest sama depresja, owa niemoc. A drugim, że oni właśnie są mężczyznami cierpiącymi na depresję. Bo ta niemoc musi być widziana w kontekście kultury, która każe mężczyźnie działać. Mężczyzna, który nie może, przestaje być mężczyzną. I to jest drugi wniosek. Ci mężczyźni nie tyle są chorzy, co choroba odbiera im męskość. Dominujący model męskości jest zawsze ramą odniesień, aspiracją dla nich, jednak jest to aspiracja nieosiągalna, bo depresja nie pozwala na bycie stereotypowym "prawdziwym" mężczyzną. A zatem mężczyzna w depresji nie staje się chorym mężczyzną, on przestaje być mężczyzną.

Kathy Charmaz bardzo ciekawie pisze o prawach wynikających z pewnych chorób. I tak, mąż i ojciec, zaharowujący się na śmierć, żeby kupić nowe auto, żeby rodzinę wziąć na jeszcze lepsze wakacje, który nagle ma zawal serca, ma niezwykle wysokie prawa moralne. Wszak ta choroba to wynik jego bycia super-mężczyzną. I będą zupki do szpitala, rosołki, kompociki i będziemy go wszyscy żałować, hołubić i troszczyć się. Choroba psychiczna jest na samym dole drabiny praw. Mężczyzna chory na depresję jest tym, który, by sparafrazować Leca, puka w to dno od dołu. No bo jak chłop jak dąb, to i owo jak żołędzie, nie tylko mówi, że nie jest w stanie pójść do roboty, ale nawet czasem nie wyjdzie z łóżka? A jak się mu robi o to awanturę, to zaczyna płakać. Taki mężczyzna budzi tylko politowanie. I pewnie również dlatego wielu mężczyzn nie tylko zaprzecza depresji, ale znane są psychopatologii męskie "maski". Ucieczka w alkoholizm, hazard, rzadziej w seks. Bardzo trudno być mężczyzną w depresji.

Zobacz profil autora http://o-depresji.board-directory.net

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Psycholog Warszawa lokalizacja